19.04.2020

16.03.2019

Czesław Miłosz na klatce schodowej

   
Czasami wracam wieczorem do domu i spotyka mnie niespodzianka. Na skrzynkach na listy jeden z sąsiadów zostawia stare książki. Na początku myślałem, że ktoś wyzbywa się niepotrzebnych dla niego pozycji, które zalegają mu w domu. Po pewnym czasie skojarzyłem jednak, że jedna z pań na parterze jest szefową w lumpeksie i że to pewnie właśnie ona postanowiła czasami przynosić zalegającą u niej w sklepie literaturę. Tak czy siak są to tytuły, które uznane zostały za zbyt słabe na sprzedaż z zacnym procentem.

12.03.2019

Targowisko...

   
Nie lubię rozprawiać o miałkich i bezsensownych sprawach, nie lubię takich tekstów doraźnych, na daną chwilę. Ale przyziemność czasami dopada i może skutkować poważną zmianą w postrzeganiu rzeczywistości. O co może mi chodzić?

No właśnie! Aż wstyd się przyznać, ale chciałbym wrzucić swój kamyczek w sprawie Blanki Lipińskiej. Wiem, bez sensu, po co? Co ma ta postać wspólnego z moim dobrym samopoczuciem?

Niestety ma.

Kilka dni temu dowiedziałem się, że ta grafomanka, jak sama siebie określa, przechodzi do stajni Agory i będzie jej czarnym koniem. Przechodzi zaś z Edipresse, czyli z wydawnictwa, które w ostatnim czasie poszczyciło się wydaniem Króla melanżu, straszliwego badziewia, które sieci księgarskie wycofały ze sprzedaży ze względu na dobre imię firm. I sobie pomyślałem, że w sumie jeśli Lipińska przechodzi do Agory, to stawia to Agorę w pozycji takiej samej, jak Edipresse, czyli wydawcy wspomnianego badziewia, wydawcy, którego się omija szerokim łukiem, jeśli się nie chce dostać towaru wybrakowanego, wulgarnego, badziewnego jednym słowem. Agora może nie weszła w mezalians, ale powoli czuć, że zły pieniądz wypiera dobry. Tak się zastanawiałem, może Agora ma wielki plan przyciągnięcia klienteli mniej wysublimowanej, żeby rok po roku, tak przez dwadzieścia lat, naprawiać zbłąkane duszyczki, i zaczynając od Lipińskiej skończyć po dwudziestu latach na przetransformowanych czytelnikach czytających np. Huxleya czy Conrada. Ale przecież wiadomo, że to fikcja z wyższej półki.

Drugi potężny powód przywołał blog "Książki na ostro". To ta słynna sprawa lichych książek, których dziesięć pracuje na jedną wartą uwagi pozycję. I wspaniała kontra "Książek na ostro", że już widzimy dzieła Kierkegarda w wydaniu krytycznym w każdej księgarni na stole. Tylko sytuacja Agory jest o tyle skomplikowana, że wcale źle ona nie zarabiała na tylko i tylko lepszych pozycjach. Bo czytelnik wchodził do księgarni i zobaczył logo Agory na książce i miał pewność, że nie zostanie nabity w butelkę. Teraz jednak może być zupełnie inaczej.

Trzeci akt - wszechstronny portfel autorów. Podam przykład. Czarne ma jeszcze w sobie dużo szacunku do swoich czytelników i wydaje dobre kryminały, a sprawę obyczajówek załatwił zmianą logotypu i angielskim odpowiednikiem nazwy - Black. Wszystko po to, żeby nie przyklejono złej etykiety. Podejrzewam, że w przypadku Agory nie będzie subtelnej gry z klientem i pójdzie wielki atak na wielką kasę.

I na koniec taka anegdotyczna wizja. Agora ogłaszająca w reklamie najnowszą książkę Blanki. Reklama umieszczona zostanie w magazynie "Książki", a jako temat dnia w "Książkach" Juliusz Kurkiewicz będzie się rozpływał nad wspaniałym nowym dziełem autorki 365 dni. Później zaś przyjdzie październik i statuetkę Nike zdobędzie Blanka Lipińska. Dla niewtajemniczonych - "Książki" należą do Agory, nagroda Nike również.

I to tyle.

28.02.2019

Babeczka

   
Kiedyś przeczytałem biografię Hermanna Hesse, wspaniałego pisarza, który został laureatem nagrody Nobla. Książki czytał i pisał, sprzedawał jako księgarz, ale także wydawał. Ktoś powie, że co tam za nowość, wielu pisarzy wydawało swoje książki własnym sumptem, a jak już mieli drukarnię, to tym łatwiej mogli wejść na rynek. Bogaci potentaci, a wszystko to spisek - takie gadanie Polaka.

Jednak Hermann Hesse robił coś innego. On wydawał swoje książki, książeczki w nakładzie np. stu egzemplarzy, okraszał je swoimi akwarelami, które bardzo lubił malować i rozdawał lub za niewielką opłatą sprzedawał znajomym. I wszystko wykonywał ręcznie, bez użycia skomplikowanych procesów produkcyjnych. Prawda, że wspaniałe. Też tak chciałem robić, ale brak mi skrupulatności w wypełnianiu postanowień. Lecz nie o moich rozterkach chciałem dziś pisać. A o czym? 

23.02.2019

Pape Satan aleppe ... cz. 1

Built-in Orderly Organized Knowledge 

  
Żadnych kabli, żadnych baterii, żadnego obiegu elektrycznego ani przełączników czy guzików; jest kompaktowa i przenośna, można jej używać, nawet siedząc przy kominku. Składa się z serii ponumerowanych kartek (z papieru nadającego się do recyklingu), z których każda zawiera tysiące bitów informacji. Kartki te trzymają się razem w odpowiedniej kolejności dzięki eleganckiemu etui zwanemu oprawą. Każda strona zostaje optycznie zeskanowana, a informacja jest zapisywana w mózgu. Dzięki poleceniu “browse” tylko jednym ruchem palca można przejść ze strony na stronę, zarówno w przód, jak i w tył. Narzędzie nazywane “spisem treści” ułatwia natychmiastowe odnalezienie szukanego tematu na odpowiedniej stronie. Można dokupić do niej dodatek “zakładka”, który umożliwia szybki powrót do miejsca, w którym się skończyło poprzednim razem, nawet jeśli BOOK została zamknięta. 

*** 

[...] Aldo Palazzeschi (w swoim Il controdolore z 1913 roku) proponował, by uczyć dzieci zdrowego podejścia do, a jako zabawki kupować im “garbate, ślepe, kalekie lalki z gangreną i syfilisem, które mechanicznie płaczą, krzyczą, narzekają, dotyka je epilepsja, zaraza, cholera, krwawienia, hemoroidy, rzeżączka i szaleństwo, mdleją, sapią i umierają”. 

*** 

Ostatnio jeden z dziennikarzy, jak wielu przed nim, zapytał mnie, która książka miała największy wpływ na moje życie. Gdyby w ciągu całego mojego życia tylko jedna książka wywarła na mnie bardziej znaczący wpływ niż inne, to musiałbym być idiotą - jak wielu, którzy odpowiadają na podobne pytania. Niektóre książki były dla mnie niezwykle ważne, gdy miałem dwadzieścia lat, zupełnie inne, gdy maiłem lat trzydzieści, a teraz czekam niecierpliwie na książkę, która wywróci do góry nogami moje życie jako stulatka. 

*** 

[...] nie należy być przesadnie dumnym z siebie, niezależnie od tego, co się zrobiło, nawet jeśli uważamy to za słuszne, a zwłaszcza nie należy obnosić się ze swoim samozadowoleniem. Czy to oznacza, że nie powinniśmy próbowac być najlepsi? Oczywiście, że nie. [...] “Sekretem mojego sukcesu (Oliviera Wendella Holmesa juniora) jest to, że w młodości odkryłem, iż nie jestem Bogiem”. Bardzo ważne jest zrozumieć, że nie jest się Bogiem, tak samo jak wątpić we własne czyny i uważać, że minionych lat lat nie przeżyło się wystarczająco dobrze. To najlepszy sposób, by próbować przeżyć jak najlepiej te, które nam jeszcze zostały. 

*** 

W numerze “Internazionale” z początku marca (2008) przeczytałem krótki artykuł na temat sondażu przeprowadzonego w Wielkiej Brytanii, z którego wynika, że jedna czwarta Brytyjczyków uważa, iż Churchill, podobnie zresztą jak Gandhi i Dickens, jest postacią fikcyjną. Wielu ankietowanych (choć nie precyzuje ilu) myśli za to, że Sherlock Holmes, Robin Hood i Eleonor Rigby istnieli naprawdę. [...] wcale mnie nie dziwi, że uznają Holmesa i Robin Hooda za autentyczne postaci. Jeśli chodzi o Holmesa, to przecież w Londynie zbudowano cały przemysł wokół jego postaci, można nawet odwiedzić dom przy Baker Street, w którym rzekomo mieszkał. Natomiast legenda o Robin Hoodzie wzorowana jest na prawdziwej postaci (tylko dlatego jest ona nierealna, że za czasów feudalnych okradało się bogatych i dawało biednym, a wraz z nadejściem ekonomii rynkowej okrada się biednych i daje bogatym). 

[...] 

Sami powiedzcie, skąd młody chłopak oglądający film w telewizji miałby wiedzieć, że Spartakus istniał naprawdę, a Winicjusz z Quo vadis już nie, że hrabina Castiglione jest postacią historyczną, a Elisa z Rivombrosy nie, że Iwan Groźny żył naprawdę, a tak do niego podobny okrutny cesarz Ming nie. W kulturze amerykańskiej takie umniejszanie roli przeszłości w stosunku do teraźniejszości jest na porządku dziennym i zdarza się spotkać profesora filozofii, który wam powie, że nie ma znaczenia to, co mówił Kartezjusz o naszym sposobie myślenia, bo dzisiaj liczy się to, co odkrywa kognitywistyka. W ten sposób jednak nie tylko zapominamy, że jeśli kognitywistyka coś odkrywa, to dzieje się tak dlatego, że pewien dyskurs został rozpoczęty przez siedemnastowiecznych filozofów, ale przede wszystkim odrzucamy możliwość uczenia się na doświadczeniach przeszłości i wyciągania lekcji na przyszłość. 

*** 

Trwa dyskusja nad tym, czy to dobrze czy źle, że dzisiaj każdy może opublikować i rozpowszechnić książkę bez pośrednictwa wydawcy. Argumentem za jest z pewnością fakt, że w przeszłości wiele wspaniałych książek nigdy nie ujrzało światła dziennego z powodu niesprawiedliwości rynku wydawniczego, a wolny obieg książek niewątpliwie jest pewnym tchnieniem wolności. Z drugiej strony jednak wiemy, że wiele książek jest wytworem dość ekscentrycznych postaci, a podobnie się dzieje z niezliczoną liczbą stron internetowych. Jęsli ktoś nie wierzy, wystarczy wejść na nonciclopedia.wiki.com/wiki/Groenlandia i przeczytać fragment: “Grenlandia jest wyspą znajdującą się w takim miejscu kuli ziemskiej, że gdyby istniała naprawdę, jej położenie potwierdzałoby hipotezę, że Ziemia jest kwadratowa. Jest najbardziej zaludnioną pod względem lodu wyspą na Ziemi [...] Ponadto jest ona państwem europejskim, a przynajmniej tak mi się wydaje, nie chce mi się sprawdzać w atlasie, więc będziecie musieli mi uwierzyć na słowo. Znajduje się na półkuli północnej, w Borei Północnej”. Skąd młody chłopak ma wiedzieć, czy autor tego wpisu żartował, czy jest po prostu bardzo specyficzną osobą, czy też może w jakimś stopniu mówił prawdę? Tak samo wygląda sytuacja z książkami. Trudno sobie wyobrazić, żeby wydawca zgodził się na publikację czegoś takiego, nie precyzując na okładce, że jest to zbiór komicznych historyjek. A co, jeśli nie będzie żadnego mediatora, który by nam mówił, czy książkę należy brać na serio czy też nie? 

*** 

[...] uczniowie i studenci przestali już szukać informacji w podręcznikach albo encyklopediach i od razu zwracają się w stronę Internetu. Z tego powodu już od pewnego czasu utrzymuję, że nowym, podstawowym przedmiotem w szkołach powinno być nauczanie metod selekcjonowania informacji. Co prawda w praktyce mogłoby się to okazać trudne, ponieważ w obliczu Internetu nauczyciele często są równie bezbronni jak ich uczniowie. Ponadto wielu nauczycieli narzeka, że pisząc prace lub eseje, kopiują wszystko z Internetu. Można przypuszczać, że jeśli ściągają z niezbyt rzetelnej strony, to nauczyciel powinien od razu się zorientować, że wipisują brednie, jednak w przypadku bardzo specjalistycznych tematów trudno natychmiast dostrzec fałszywe informacje. Załóżmy, że student postanawia napisać pracę dotyczącą bardzo, ale to bardzo marginalnego pisarza, o którym nauczycielowi tylko coś się obiło o uszy, i przypisuje mu jakieś dzieło. Czy nauczyciel byłby w stanie stwierdzić, że ów pisarz wcale nie napisał tej książki? Każdą otrzymaną pracę (a zazwyczaj są ich dziesiątki) musiałby dokładnie sprawdzić, konsultując przeróżne źródła. W innych przypadkach praca studenta może wydawać się zupełnie poprawna (i taka być), ale jest całkowicie skopiowana z Internetu metodą “kopiuj, wklej”. Skłaniam się ku temu, by nie uważać tego fenomenu za aż tak tragiczny, ponieważ umiejętność poprawnego kopiowania jest niełatwą sztuką, a student, który ją opanował, zasługuje na dobrą ocenę. Z drugiej strony, zanim jeszcze pojawił się Internet, studenci tak samo kopiowali, tylko że z książek w bibliotekach (wymagało to większego wkładu pracy manualnej. Poza tym dobry nauczyciel zawsze się zorientuje, jeśli praca jest nieumiejętnie skopiowana i zwęszy podstęp (powtórzę, jeśli jest ona skopiowana umiejętnie, czapki z głów). 

*** 

Czy paradygmatów powinno się zawsze bronić, czy je kwestionować? Przecież kultura (rozumiana jako system wiedzy, opinii, wierzeń, zwyczajów i dziedzictwa historycznego przyjęty przez daną grupę ludzi) jest nie tylko zbiorem danych, ale wynikiem ich doboru. Kultura to także umiejętność odrzucania tego, co nie jest przydatne albo konieczne. Historia cywilizacji i kultury składa się z mnóstwa pogrzebanych danych. To samo dotyczy naszego indywidualnego życia. Bohater opowiadania Pamiętliwy Funes Borgesa pamięta absolutnie wszystko: każdy liść z każdego drzewa, które widział; każde słowo, które usłyszał w życiu; każdy podmuch wiatru, który poczuł; każdy smak, którego skosztował, i każde zdanie, które przeczytał. Mimo to (a właściwie z tego powodu) Funes jest kompletnym idiotą, człowiekiem sparaliżowanym nieumiejętnością selekcjonowania i odrzucania. Nasza nieświadomość funkcjonuje właśnie dlatego, że odrzuca. A jeśli zostanie popełniony jakiś błąd, wystarczy pójść do psychoanalityka, by odzyskać to, co było nam potrzebne, a co przez przypadek wyrzuciliśmy. Cała reszta na szczęście została odrzucona i nasza dusza jest efektem ciągłości owej pamięci selektywnej. Gdybyśmy mieli duszę Funesa, bylibyśmy ludźmi pozbawionymi duszy. Podobnie funkcjonuje kultura, a suma jej wszystkich paradygmatów tworzy wspólną encyklopedię, składającą się nie tylko z tego, co zostało zachowane, ale też z pewego rodzaju tabu dotyczącego tematów, które zostały usunięte.

c.d.n.

22.02.2019

Sztuka bezruchu

Jeden z profesorów zajął mi kiedyś głowę Thomasem Mertonem. Wielu ludzi tak miało - ktoś, jakiś autorytet, coś napisał lub powiedział i pomyślało się, że warto byłoby sobie ten temat przybliżyć. Z profesorskiego przekazu wyglądało, że Merton to duch mężny, mnich zaprawiony w bojach z diabłami doczesności. Zanotowane, kiedyś poszukam. Minęło pięć, sześć lat. Księgarnia jest miejscem tak samo fascynującym jak Biblioteka Babel!

Zapragnąłem lektury, która odciągnie mnie od zgiełku doczesności. Natrafiłem na Sztukę bezruchu Pico Iyera . Krótki tekst z serii TED, który traktuje o tym, jak nie dać się ogłupić w tym superszybkim, megainformacyjnym świecie, gdzie nie odległości, ale czas jest największą przeszkodą, żeby trzeźwo spojrzeć na najbliższe i najdalsze rejony naszego życia. Czas i przestrzeń.


09.02.2019

Postanowienia

Ludzie lubią postanowienia, wręcz lubują się w nich. Każda sylwestrowa noc zawiera w sobie nieprawdopodobną ilość zapewnień i obietnic. „Nie będę palić, zrzucę pięć kilogramów, nauczę się języka hiszpańskiego” - zewsząd deklaracje, które poprzez samą moc wypowiedzenia stają się drogowskazem na przyszły rok. Deklarując zaś w zaślepieniu fajerwerkami i otumanieniu przez alkohol, ludzie nie zdają sobie jednak sprawy z tego, że każde postanowienie działa według starej zasady „kija, który ma dwa końce”. 

05.06.2018

Chcemë le so zażëc!

  
Siódma trzydzieści rano. Złe humory, czuje się to wśród ludzi. Nie tylko wśród ludzi, przyroda też mówi, że licho tego dnia. Czarno, szaro, wilgotno. Gdyby to był kwiecień lub maj ludzie strzepnęliby z siebie siąpiący z nieba kapuśniak i zatopiliby się w rozmyślaniach o tym, że słońce zawsze jest tam, gdzie pada deszcz. Nieszczęście w tym, że to luty i nie ma żadnych szans na skrawek jasnego nieba za dnia, nie ma żadnej perspektywy jasności oprócz świetlówek, żarówek, jak na złość w kolorach dających trupią biel sal szpitalnych. Znikąd nadziei.

Siódma trzydzieści rano. Wszyscy kleją się deszczem do siebie w 168. Siedlce, dziwna pętla, która multiplikuje przystanki, głos powiadamiający niedowidzących i niewidomych, których nie ma, i śpiących, którzy i tak się nie obudzą. Ding-dong - Emaus, ding-dong - następny przystanek Siedlce, ding-dong - Siedlce, ding-dong - następny przystanek Siedlce, ding-dong - Siedlce, ding-dong - następny przystanek Emaus. Ktoś niedowidzący, ktoś śpiący razem próbują zobaczyć, który to jest Emaus, który to Siedlce, a widać tylko zaparowane szyby i kręci się w głowie. Tak tam jest. Kręci się w głowie, pętla, kościół, pętla i ta zła godzina tego złego dnia. Kręci się w głowie. Znikąd nadziei.

Siódma trzydzieści rano. Któryś z tych przystanków, pętla. Wsiadają uczniowie podążający do szkoły, starsi do pracy i starsze kobiety w czerni, wszystko w czerni, znikąd nadziei w tych ich ubraniach. Te starsze panie wracają ze mszy, która właśnie się skończyła w kościele obok pętli. Siadają na wolnych miejscach, jedno obok mnie też zajmują. Dwie siedzą i rozmawiają poprzez przejście między siedzeniami. Jednej nie widzę, ale czuję ją stojącą za plecami przy drzwiach. Czuję tym czuciem, które mówi człowiekowi, żeby mieć oczy dookoła głowy, jak w ciemnej bramie, jak w ślepej uliczce.

Ruszył zegar, już minuty odpływają od siódmej trzydzieści rano. Szaro, czarne damy prawią smalltalki dotyczące przychodni, lekarzy, szpitali, aptek. Czytam i nie czytam zarazem. Treść rozwleka się w nieskończoność przerywaną “panią doktór” albo “pani magister w aptece drogo dała, a miała dać taniej”. Zaciągam tabakę, jedna dziurka, cyk, druga dziurka, już byłoby cyk, gdyby...

12.04.2018

Sołtys vs. Wicha, czyli walka o pamięć

  
Jak zwykle podróże, te małe, autobusami, tramwajami. Cele bliższe niż dalsze. Od dawna uważam też, że najlepszą formą na te chwile liczone od przystanku do przystanku, na ten współczesny pośpiech, pęd…, najlepszą formą jest opowiadanie.

06.03.2018

05.03.2018

30.01.2018

Ludzie z Karakterem

Dwa tygodnie temu (19-21 stycznia 2018) odbyła się w Trójmieście seria spotkań, przygoda wręcz, z osobami skupionymi wokół wydawnictwa Karakter. Wydarzenie miało miejsce w księgarni Sztuka Wyboru, co gwarantowało przyjazną atmosferę z kawą w dłoni.

25.12.2017

21.04.2017

Po drugiej stronie ilustracji - dosłownie i w przenośni

Tworzenie ilustracji do książek dla dzieci nigdy nie było łatwym zadaniem. Jak zainteresować, jak być oryginalnym, jak niebanalnie przedstawić świat opowieści dla dzieci? Jedną z najlepszych odpowiedzi na te pytania są prace Roberta Romanowicza, które można obejrzeć do połowy czerwca w Muzeum Miasta Gdyni.

07.04.2017

Kwiat Lotosu

źródło: Peripitus - Own work, GFDL
Należałoby coś zapisać, zapisać spostrzeżenia z życia stacji paliw. Równie dobrze mogłyby to być zapiski człowieka oddającego się pasji siedzenia na kasie w jakimś markecie większym lub mniejszym. Los jednak chciał, żeby to była właśnie stacja paliw. Wypadałoby się przedstawić i przywitać.

04.04.2017

Zupełnie inaczej będę spoglądać na rzygi - Jesień i Zima Karla Ove Knausgarda

Kilka miesięcy temu urodziła mi się córka. Kilka miesięcy temu usłyszałem o tetralogii Knausgarda, z porami roku w tytułach poszczególnych tomów. Rok opisywania świata przeplatany listami do nienarodzonej córki.

17.03.2017

12.03.2017

Opowieść wigilijna

Pracowałem w księgarni. Praca na chwilę. Okolice świąt. Klienci różni. Księgarnia była outletem, dawniej tytułowano takie miejsce "Książką za 5 złotych". Kiedyś takie przybytki były dla wielu ludzi jedynym punktem na mapie miasta, gdzie można było dosłownie "wpaść" na książkę.

04.03.2017

Obraziłem się na Twardocha!

Czas świąt to czas prezentów. Czasami przemyślanych, czasem nie. Jednym z dobrych rozwiązań jest obdarowanie najbliższych książkami. Tak więc od października, listopada, najpóźniej z początkiem grudnia wydawane są książki, książka za książką.

24.02.2017

Polecany wpis

Tabula rasa, tabula scripta

Na samym początku drogi jesteśmy podobni do każdego bez wyjątku. Zarazem nie jesteśmy podobni do nikogo, bez konkretnych cech rozróżniający...

Formularz kontaktowy

Nazwa

Adres e-mail *

Wiadomość *