24.09.2015

"Morfina" Szczepana Twardocha

Przystępując do lektury Morfiny Szczepana Twardocha teren wokół był już rozpoznany. Ktoś coś powiedział, ktoś zdenerwował się na autora, który został ambasadorem firmy Mercedes-Benz, ktoś uznał, że nie będzie czytać książek tak wymuskanego mężczyzny, pojawiającego się w TVN. 
No i ta cała Morfina!

Treść

Tytuł powieści sugeruje tematykę. Czy oby na pewno? Myśląc morfina mamy przed oczami staczanie się jednostki. Willemann krąży wokół fiolek narkotyku, na straży zawsze czuwa 

aluminiowe pudełko, … we wnętrzu wyścielonym czerwonym aksamitem spoczywa szklana strzykawka z jelcem z nierdzewnej stali i igły pozłacane. 

Przez jakiś czas morfina jest jak najbardziej rekwizytem – współbohaterem opowieści, jednakże nie wypełnia całej przestrzeni. Bo równie ważnym bohaterem jest kobieta, jednak nie w sensie jednostkowym, tylko w wymiarze ogólnym, jako prakobieta i pramatka, centrum naszego świata od zarania dziejów po czasy współczesne Willemannowi, i dalej również po czasy nam, czytelnikom i autorowi, współczesne. Znaczenie słowa kobieta jest rozpatrywane przez różne typy żeńskich postaci. Mamy cały przekrój osobowości i temperamentu kobiecego: żona, matka, kochanka, konspiratorka i narratorka. Ostatnia z nich tworzy zawoalowaną wizję prakobiety, ukryty w umyśle Konstantego głos, którego on nie jest w stanie usłyszeć. Głos, który w niemożności porozumienia się z losami Willemanna za sprawą Dzidzi – famme fatale tej powieści, ma przenieść się w podświadomość syna głównego bohatera. Śmierć jednego mężczyzny powoduje, że w jego potomku będzie drzemała ta kobieca prasiła, będzie również drzemała w Jacku, przyjacielu i jednocześnie mordercy, i w innych, ciemna, czarna, pulsująca substancja ukryta pod cienką skórą tego świata


Ten psychologiczny aspekt powieści, z narkotykiem i kobietami w rolach głównych, są bodźcem  do realizacji większości zachowań Konstantego, zachowań przypominających słynne odruchy Pawłowa, prowadzące w konsekwencji do groteskowej śmierci. Można również pokusić się o analizę, która zakłada, że wszystkie poczynania Kostka są kanalizacją schopenhauerowskiego niespełnienia. Willemann rekompensuje swój marazm życiowy nie poprzez sztukę, lecz przez fatalne heroiny, przez wspomnianą wyżej morfinę i Dzidzię. Tym napędza swoje niezaspokojone ego, ego dziecięce i zagubione w brutalnym świecie czasów wojny.

Na innej płaszczyźnie, osadzonej bardziej w kontekście historycznym i literackim, powieść Twardocha może odsyłać nas do doświadczeń wielu ludzi z okresu dwudziestolecia międzywojennego i samej wojny. Można zinterpretować tę powieść jako recepcję problemów z odnalezieniem właściwej ścieżki poczynań w konflikcie wojennym z połowy dwudziestego wieku. 

Istotną kwestią jest również infantylne zachowanie Kostka. Podczas czytania ma się wrażenie, że mamy do czynienia z dalszymi losami głównego bohatera Ferdydurke Witolda Gombrowicza. Problemy okresu dwudziestolecia są już za Kostkiem-Józiem, teraz przyszedł czas na rozwiązanie problemu wojennej traumy. Kostek-Józio w pewnym wymiarze dorósł, jest w stanie walczyć jawnie i w konspiracji, nadal jednak jest otoczony normami i z góry określonymi zachowaniami, którym ciągle się przeciwstawia, teraz na szalach zdrady i martyrologii narodowej.

Forma

Tematyka tematyką, jednak największe emocje u mnie i wśród moich znajomych wzbudzała forma przedstawiania wydarzeń, narracja i przede wszystkim monologi. Pojawiły się dwa obozy. Jeden z nich stanął w obronie zabaw z monologiem pierwszo- i trzecioosobowym, językiem, który miał odwzorowywać stan psychiczny człowieka po morfinicznym odrętwieniu. Obóz ten uznał, że wypada przyrównać Twardocha do Gombrowicza z jego słynnymi i wytartymi już po części upupieniami, chłopami i łydkami. Dodawano przy tym, że autor doskonale połączył monologi Konstantego Willemanna z narracją, głosem prakobiety.

Z kolei drugi obóz sugerował, że wszelkie wysiłki „udziwnienia” powieści w zakresie formy przekładają się na niechęć wobec samej treści. Nieprzyswajalna forma została zakwalifikowana jako filologiczny trik, który miał zdobyć czytelników wśród osób otwartych na eksperymenty literackie, na przykład osób z wyższym wykształceniem, najlepiej po jakiegoś rodzaju filologii.

Nie trudno się zgodzić zarówno z piewcami jak i z opozycjonistami warsztatu pisarskiego Szczepana Twardocha. Wydaje się jednak, że autor podczas tworzenia Morfiny najpierw dołożył starań w przedstawieniu sfery fabularnej, później natomiast dokonał modyfikacji w obrębie językowym. Stworzyło to sytuację, w której doszła w dużym stopniu do głosu tzw. maniera, która podzieliła wspomniane wyżej obozy.

* * *

Treść, forma, ego, infantylizm, prakobieta, narkotyki, konspiracja, kochanki, żona, teść, matka, ojciec... W mętliku wydarzeń, w kilku chwilach okupacyjnego życia Twardoch zawarł zagubienie typowego bon vivanta wobec kataklizmu okolic roku 1939. Męczące czytelników manieryzmy rekompensowane są wielopłaszczyznową konstrukcją Morfiny, dającą możliwość poszukiwania znaczeń, których z pewnością nie wyczerpuje ta recenzja.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Polecany wpis

Tabula rasa, tabula scripta

Na samym początku drogi jesteśmy podobni do każdego bez wyjątku. Zarazem nie jesteśmy podobni do nikogo, bez konkretnych cech rozróżniający...

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *