09.02.2016

Burroughs tylko dla orłów

Ładnych parę lat temu Maciej Maleńczuk występował w sopockim Sfinksie. Było to w czasach, kiedy jeszcze nie martwił się zbytnio o swój wygląd zewnętrzny i nie poddawał się operacjom plastycznym. W przerwie między piosenkami jeden z widzów krzyknął:

- Maleńczuk, dawaj heroinę!!!

Na co Maleńczuk swoim specyficznym rozciągniętym głosem odpowiedział:

- Kolego, heroina jest tylko dla orłów.

Chodziło o ten utwór i o coś jeszcze w podtekście:



To „coś jeszcze” to dobry temat na książkę. Urodzeni w czasach późnej komuny mieli My, dzieci z dworca ZOO (wydano ostatnio dalszy ciąg losów Christiane Very Felscherinow pt. Życie mimo wszystko), urodzeni w latach dziewięćdziesiątych mieli już produkt z własnego podwórka mieli Heroinę Tomasza Piątka. Śledząc losy pokoleń i książek „uwikłanych” w najtwardszy narkotyk świata warto przyjrzeć się wydanej ostatnio w wydawnictwie 'vis-a-vis etiuda' powieści Ćpun Williama Burroughsa.

Wiele książek traktujących o narkotykach jest „skrzywionych” moralizatorskim tonem i zawierających przestrogę dla innych. W przypadku Ćpuna mamy do czynienia z relacją zatwardziałego ćpuna (narrator oczywiście w większości ustępów przypomina nam o samym Williamie Burroughsie), który tylko albo aż pokazuje obraz życia amerykańskich narkomanów w latach... pięćdziesiątych XX wieku. Mamy tu wszystko, podstawy psychospołeczne wejścia w nałóg, ciągi, narkotykowe remisje, instytucje „odwykowe”, działania władz i policji, mechanizmy handlu, słowem wszystko to, czym otacza się narkoman. Ciekawym aspektem w tym układzie jest osobista wypowiedź Williama Lee (pseudonim Burroughsa), który jako człowiek uzależniony jest w stanie wytłumaczyć z medycznego punktu widzenia działanie opiatów na organizm, jest również w stanie podpowiedzieć medykom, co jest w stanie, z dobrym skutkiem, pomóc wyjść bezboleśnie z nałogu. Chodzi tu o leki antyhistaminowe (antyalergiczne), gdyż uważa on głód narkotykowy za swoistego rodzaju alergię. Nie wiem czy stosuje się ten typ lekarstw na odwyku, ale trzeźwy i rzetelny opis burrooughsowskich doświadczeń może stanowić podstawę do stwierdzenia, że „coś jest na rzeczy”.

Burroughs ukazuje życie narkomanów w sposób, że nie chce się mieć z nimi nic do czynienia. Możemy sobie wyobrazić jak wydarzenia przedstawione w książce działały na ułożone i schludne amerykańskie społeczeństwo lat pięćdziesiątych. Jednak obce dla chłopców z ładnymi fryzurami i w baseballówkach tereny i doświadczenia były dobrym tematem na sprzedaż. Wydana w kwietniu 1953 roku książka sprzedała się w ciągu 8 miesięcy w ilości ponad 113 tys. egzemplarzy. O czym mogło przeczytać dostatnie społeczeństwo Stanów Zjednoczonych czasów powojennych? Podajmy przykład:

Niektórzy ludzie są uczuleni na prochy. Jednego razu przyniosłem Marvinowi kapsułkę, a on ją od razu zużył. Wyglądałem przez okno, bo patrzenie na gościa, który szuka żyły, może człowieka rozłożyć nerwowo. Gdy się obejrzałem, pompka była wypełniona krwią. Stracił przytomność i krew cofnęła się do kroplomierza. 


Zawołałem Nicka , który wyszarpnął igłę i zaczął uderzać Marvina po twarzy mokrym ręcznikiem. Chłopak zaczął przychodzić do siebie i coś wymamrotał. 



[…] 



Wyglądał jak trup, leżąc tak bezwładnie na brudnym, rozbebeszonym łóżku. Zwiotczałe ramię wystawało poza krawędź, a w zgięciu łokcia powoli zbierała się kropla krwi.



Ciekawym podtematem jest ukazanie przez Burroughsa możliwości wyboru między heroiną i alkoholem. Podczas jednego z samodzielnych odwyków główny bohater zaczął pić alkohol. Skutkiem tego było wpadnięcie w inny nałóg i tego konsekwencje:



Nigdy w życiu nie byłem taki chory. Mdłości szarpały moim ciałem jak konwulsje. Ike podtrzymywał mnie nad sedesem, gdy wyrzygiwałem z siebie kolejną malutką porcję żółci.



[…] 



- Śmierdzi tu sikami. Któryś z tych kotów musiał naszczać na łóżko. 

- Bill, to ty śmierdzisz sikami. 


[…]



Niewiele wiedziałem o zatruciu moczowym. Kobieta, przelotnie poznana w Teksasie, umarła na to po tym, jak przez bite dwa tygodnie piła co godzinę butelkę piwa, dzień i noc.



[…]



To był chiński lekarz, jeden z tych, którzy przepisywali Ike'owi. Stwierdził, że to nie uremia, skoro moge sikać i nie boli mnie głowa.



[…]



- Mówi, że to nic poważnego. Mówi, żebyś przestał pić. Mówi, żebyś już lepiej wrócił do ćpania, niż tak się zachlewał na umór.


Przypomina to trochę zabieg zastosowany w Trainspotting, gdzie już nie wiadomo co jest gorsze: narkotyki czy alkohol. Bill wybrał drogę narkomana, dorastając z czasem do decyzji, aby przenieść swe zainteresowania z heroiny na yage, indiański specyfik o działaniu halucynogennym, jak pisze narrator w Ćpunie, powodujący zdolności telepatyczne:

Może znajdę w yage to, czego nie dawała mi hera, trawa, koka. Yage może być hajem ostatecznym.

Wbrew obiegowej opinii o krótkiej długości życia narkomanów William Burroughs: ćpun, przypadkowy morderca, biseksualista, jeden z najważniejszych pisarzy amerykańskich XX wieku, dożył 83 lat, umierając w 1997 roku.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Polecany wpis

Tabula rasa, tabula scripta

Na samym początku drogi jesteśmy podobni do każdego bez wyjątku. Zarazem nie jesteśmy podobni do nikogo, bez konkretnych cech rozróżniający...

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *