04.03.2017

Obraziłem się na Twardocha!

Czas świąt to czas prezentów. Czasami przemyślanych, czasem nie. Jednym z dobrych rozwiązań jest obdarowanie najbliższych książkami. Tak więc od października, listopada, najpóźniej z początkiem grudnia wydawane są książki, książka za książką.
Pojawia się Magia sprzątania Marie Kondo, rzecz chwalebna i pogrzebana zarazem przez tłumaczenie i korektę, obie czynności wykonane „na kolanie”, tak żeby było na święta. Pojawiają się zwierzenia różnych Mas, poradniki kulinarne, mnóstwo miłych i ładnych książeczek dla najmłodszych. Pojawia się też Król Szczepana Twardocha.

Chodzę wokół niego, tego Twardocha tego, i zastanawiam się, czytać, nie czytać? Morfinę przeczytałem, zjadliwa i nawet dało się wycisnąć z niej jakąś pogłębioną interpretację (odrobinę sobie schlebiam). Jednak czasami dochodzą do mnie informacje, że Szczepan Twardoch słaby jest i próżny. Inni mówią: przestańcie bluźnić, ten Ślązak to nowy Sienkiewicz, Sienkiewicz i Gombrowicz w jednym! Znowu to samo! Dracha nie tknąłem, przestraszyłem się Sienkiewiczo-Gombrowicza, już widziałem nowy kanon lektur szkolnych z Twardochem na czele! Pomyślałem sobie, że nie, nie będę już uczestniczył w tej typowo polskiej przepychance, nie będę dorabiał gombrowiczowskiej gęby. Los chciał, że dostałem prezent na święta i nie było odwrotu.

I czytam, myślę fajnie napisane, ładne. Na okładce napisano, że prawa do wyprodukowania filmu zakupił Canal+. Czytam, rzeczywiście, nadaje się to na dobry film. Film sensacyjny. Cofnąłem się myślami do Morfiny i przypomniałem sobie o pogłębionej interpretacji. Spojrzałem na tytuły rozdziałów w Królu, na kaszalota Litaniego ze ślepiami spoglądającymi na międzywojenną Warszawę, na polish-jidisz i uznałem, że się obrażam na Twardocha. Po co ta gmatwanina, czemu wymusza się na mnie, żebym szukał w tej literaturze Borgesa, żebym szukał siódmego dna? I obrażony czyta. I sprawia mi to czytanie przyjemność, taką mniej więcej przyjemność, jak czytanie Ojca chrzestnego Mario Puzo lub Kod da Vinci Dana Browna. I zacząłem rozumieć, że nie warto się droczyć! Warto uznać, że Twardoch jest odrobinę próżny, odrobinę ma czytelnika nie za partnera tylko za zjadacza chleba, który kupi. Jeśli się z tym pogodzimy, to o wiele łatwiej będzie się nam go czytało. Pomyślimy: fajne, dobry umilacz czasu wolnego, ciekawe, kogo obsadzą w roli Szapiro, a kogo w roli Kaplicy, może wezmą na reżysera Smarzowskiego, to by było!

Wydaje się, że to najwłaściwsza ścieżka interpretacyjna. Zresztą ktoś kiedyś powiedział, że lepiej nie obiecywać sobie po czymś lub po kimś zbyt wiele i mile się zaskoczyć. Umarł król, niech żyje Król.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

Polecany wpis

Tabula rasa, tabula scripta

Na samym początku drogi jesteśmy podobni do każdego bez wyjątku. Zarazem nie jesteśmy podobni do nikogo, bez konkretnych cech rozróżniający...

Formularz kontaktowy

Nazwa

Adres e-mail *

Wiadomość *