04.04.2017

Zupełnie inaczej będę spoglądać na rzygi - Jesień i Zima Karla Ove Knausgarda

Kilka miesięcy temu urodziła mi się córka. Kilka miesięcy temu usłyszałem o tetralogii Knausgarda, z porami roku w tytułach poszczególnych tomów. Rok opisywania świata przeplatany listami do nienarodzonej córki.

I znów sprawdziła się bardzo osobista podróż. To tak samo jak z warzywami i owocami, które chcemy zjeść. Wchodzimy do warzywniaka i dotykamy, coś zawsze nam podpowiada, że dziś wybierzemy pieczarki i brukselkę. Tak też sprawdza się to z książkami. Moja walkę przeczytałem, bo w warzywniaku była wyprzedaż, "Pory roku" zaś, bo wiedziałem, jak smakuje Knausgard, coś mi także pod ręką pulsował temat: "Listy do nienarodzonej córki". Uznałem, że może być to dobry obiad lub kolacja.

Co odczuwam po dwóch porach roku, po Jesieni i Zimie? Sinusoidę? To może dobre określenie. Chyba dwa czy trzy listy do córki na tomik (w porównaniu do tomisk Mojej walki), resztę stanowi poradnik, przewodnik po rzeczywistości. Przypuszczam, że skierowany w zamyśle do córki, ktora będzie poznawać świat i stawiać pytania, szukać odpowiedzi. Częściowo może znaleźć odpowiedzi, córka zaspokoi ciekawość tego, jak ojciec widzi świat, spojrzy na rzeczy, zjawiska i pojęcia oczami rodzica. Gdy w taki sposób zinterpretujemy większość rozdziałów, nie będzie odrobinę razić to, że wiele treści przypomina odrobinę Paulo Coelho. Z drugiej strony ma się nieodparte wrażenie, że to nie córka jest w centrum, odbiorcą końcowym, definitywnym jesteśmy my. W takich zaś okolicznościach pojawia się dysonans: dla latorośli może i dobre, właściwe, pożyteczne, ale dla nas? No właśnie, co z tym fantem zrobić? 

Już czuję poskórnie, jak delikatnie zaczną unikać tej czterotomowej opowieści ci, którzy nie gustują w coelhowskich ckliwościach i z lekka banalnych opowieściach. Przytrzymam więc na chwilę uciekających w popłochu, na przykład wszelkiej maści filologów, poniższym przykładem:

Czułem strach, gdy nie byłem w stanie pojąć tego, co czytałem, na przykład 'Rewolucji w języku poetyckim' Julii Kristevy czy jakiejkolwiek książki Lacana. W pewnym sensie miałem rację, uważając to za defekt i tłumacząc sobie, że wiedza określonego rodzaju, na pewnym poziomie trudności, nie jest dla mnie po prostu dostępna, że jestem za głupi, bo nic się w tej materii nie zmieniło. Gdy tej wiosny leżę i czytam wieczorami biografię Heideggera Safranskiego, nie rozumiem wywodów filozoficznych, nie rozumiem ich sensu, chociaż bardzo się staram. Jeszcze gorzej jest wtedy, gdy czytam to, co napisał sam Heidegger.
[...]
W tamtym okresie wiele spraw w życiu rozbijało się o pragnienie, by być kimś, ambicje były ogromne, a ponieważ żądza sławy jest ślepa, życie z nią bywa ograniczone. Chociaż, szczerze mówiąc, uważam, że bycie dwudziestokilkulatkiem naprawdę oznacza bycie ograniczonym. W tym wieku człowiek ma dużo siły i patrzy przed siebie, wpatruje się w to, co ma nadejść, a ze wszystkiego, co znajduje się w jego otoczeniu, najważniejsze jest zawsze to, co niesie w sobie obietnicę. Ale jednocześnie, i to jest właśnie potworne, to spojrzenie skierowane do przodu przez cały czas napotyka ograniczenia charakteru, wciąż rozbija się o poczucie stagnacji - i stąd pojawia się strach przed zastojem intelektualnym. Czterdziestolatek rozumie, że ograniczenia będą trwać do końca życia, ale wie również, że przez cały czas, czy tego chce, czy nie, czy się jest tego świadomym, czy nie, tworzą się nowe warstwy charakteru, rodzaj wiedzy i poznania, które nie są skierowane do przodu, w stronę tego, co ma nadejść lub co przyniesie dzień, lecz ku temu, co tu i teraz, w tym, co człowiek robi każdego dnia, w tym, co o tym myśli i co z tego rozumie. To jest doświadczenie. Po sile dwudziestolatka nie ma ani śladu, wola słabnie, ale życie staje się bogatsze. Nie w sensie jakościowym, lecz ilościowym.

No, to dobrze świadczy o Knausgardzie, prawda? Oczywiście w dwóch tomach więcej takich ustępów. Wiele zagadnień jest jednak opisywanych jak instrukcja obsługi albo podręcznik dla pozbawionych wszelakich zmysłów ludzi. Nie należy się zbytnio tym przejmować, przecież to instrukcja poruszania się po życiu dla nienarodzonej jeszcze córki. 

Pamiętajmy jednak, że to my jesteśmy odbiorcami i można być z lekka zniesmaczonym. Zdarzają się także momenty, kiedy dochodzi do wariacji (w sensie muzycznym) na jakiś temat. Przykuł moją uwagę rozdzialik Wymiociny, gdzie mamy połączenie lekcji poglądowej z wariacją na temat w jednym:

(lekcja poglądowa)
Wymiociny są zwykle żółtawe, od bladożółtego do żółtobrązowego, z fragmentami w zupełnie innym kolorze, na przyklad czerwonym lub zielonym. Ich kosystencja jest płynna, ale może przypominać zarówno stosunkowo zwartą kaszkę, jak i zupełnie wodnistą zupę.

[...]

(wariacja)
Na tle białej, gładkiej, porcelanowej muszli klozetowej muszli klozetowej i przejrzystej wody, która się w niej znajduje, wymiociny - czasem ogniście żółte, niemal błyszczące, innym razem bledsze, o bardziej słomkowym odcieniu - powinny być uważane za piękne, zwłaszcza gdy ich płynne elementy, rozłożone przez soki żołądkowe, mieszają się z wodą w wolno płynących chmurach lub spiralach żółci. Również wymiociny na parkiecie, dzięki kontrastowi twardej, lśniącej powierzchni paneli z miękką, pólpłynną konsystencją wymiocin rozbryźnietych na podłodze niczym lawina śnieżna u podnóża doliny, powinny się podobać. Tym bardziej że zasada piękna głosi, iż pod tę kategorię zwykle podpada to, co rzadkie i wyjątkowe.

"Oglądając" wymiociny, które wykreował Knausgard, ma się nieodparte wrażenie, że kontemplujemy jeden z obrazów van Gogha, a nie śmierdzącą rzygowinami przestrzeń domu. Zaiste, chwała autorowi za tak oryginalne ujęcie tematu.



Nie piszę tu o wymiotach Knausgarda, żeby kogokolwiek zrazić. Zależy mi na tym, aby podejmując się lektury tetralogii dokonać wyboru, czy chcemy spojrzeć na najbanalniejsze sytuacje życiowe z trochę innej perspektywy. Dla ciekawych tego, co wchodzi w zakres alternatywnego elementarza dla nienarodzonej córki, podaję tytuły wszystkich rozdziałów Jesieni i Zimy:

Jesień
Jabłka, Osy, Worki foliowe, Słońce, Zęby, Morświny, Benzyna, Żaby, Kościoły, Siku, Ramy, Zmierzch, Pszczelarstwo, Krew, Pioruny, Guma do żucia, Tynk, Żmije, Usta, Dagerotypia, Gorączka, Kalosze, Meduzy, Wojna, Wargi sromowe, Łóżka, Palce, Liście, Butelki, Ściernisko, Borsuki, Niemowlęta, Samochody, Samotność, Doświadczenie, Wszy, Van Gogh, Wędrówki ptaków, Tankowce, Ziemia, Puszki, Twarze, Ból, Świt, Telefony, Flaubert, Wymiociny, Muchy, Przebaczenie, Guziki, Termosy, Wierzba, Muszle klozetowe, Karetki pogotowia, August Sander, Kominy, Ptak drapieżny, Cisza, Perkusja, Oczy.

Zima
Księżyc, Woda, Sowy, Małpy wodne, Pierwszy śnieg, Urodziny, Monety, Christina, Krzesła, Odblaski, Rury, Bałagan, Odgłosy zimy, Prezenty świąteczne, Święci Mikołajowie, Goście, Nos, Przytulanki, Chłód, Fajerwerki, Śnieg, Nikolai Astrup, Uszy, Bjorn, Wydra, Kontakty społeczne, Kondukt żałobny, Wrony, Stawianie granic, Krypta, Zima, Pożądanie seksualne, Thomas, Pociągi, Heorg, Szczoteczki do zębów, Jaźń, Atomy, Loki, Cukier, Jamy, Rozmowa, To, co lokalne, Patyczki kosmetyczne, Koguty, Ryby, Kozaki, Poczucie sensu, J., Autobusy, Nawyki, Mózg, Seks, Zaspy, Punkt zbiegu, Lata siedemdziesiąte, Ogniska, Operacja, Studzienki kanalizacyjne, Okna.

Jak widać, jest co przytoczyć, jest co omówić z dzieckiem, przede wszystkim jednak z samym sobą. Ilość tematów przedstawionych na kartach dwóch pierwszych tomów ogramna, a to dopiero połowa. Właśnie w księgarniach pojawiła się trzecia część, tytuł, a jakże: Wiosna.

Zbliżając się do końca uzmysłowiłem sobie, że nie wspomniałem chyba o samych listach do nienarodzonej córki, z całą pewnością zaś przemilczałem pojawienie się na kartach książek ilustracji. 

O listach powiem jedno: w nich rzeczywiście córka jest najważniejsza, tu Knausgard już nie bawi się z czytelnikiem, tu autor przedstawia epistoły do kogoś kto jest blisko i daleko zarazem, tu daje wyraz swego pełnego skupienia na córce.

A ilustracje? Przygotowane specjalnie z okazji serii. Przez norweskich malarzy i ilustratorów, Vanessę Baird i Larsa Lerina. Pojawia się więc dedykowana oprawa graficzna w literaturze dla dorosłych (choć "dziecko" przebija się tu i ówdzie) i może będzie to bardziej ekspansywny trend, może nadejdzie czas pięknie ilustrowanych opowieści dla dorosłych.

Na koniec warto postawić pytanie: to Paulo Coelho w końcu, czy może jednak bliżej do Zapisków na pudełku od zapałek Umberto Eco? Odpowiedź pozostawiam Państwu.

6 komentarzy:

  1. Aż wstyd się przyznać, ale jeszcze nie czytałam. Musze nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo przepraszam, że z takim opóźnieniem odpisuję, ale nie dostałem powiadomienia o moderacji, chyba będę musiał to wyłączyć:). Warto przeczytać, spojrzenie na niektóre sprawy oryginalne i zawsze coś się dla siebie zabierze:). Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Szybka Gotówka - https://redirect.qxa.pl/YxNh9 - Uzyskaj Szybką Pożyczkę

    OdpowiedzUsuń
  3. 25 yrs old Software Consultant Salmon Rewcastle, hailing from Listowel enjoys watching movies like Funny Bones and Slacklining. Took a trip to Greater Accra and drives a Mustang. oryginalne zrodlo

    OdpowiedzUsuń
  4. Nowy dom w Sanoku w przedziale cenowym od 175.000 zł. Wystarczy wejść na stronę: nieruchomosci.sanok.pl

    OdpowiedzUsuń

Polecany wpis

Tabula rasa, tabula scripta

Na samym początku drogi jesteśmy podobni do każdego bez wyjątku. Zarazem nie jesteśmy podobni do nikogo, bez konkretnych cech rozróżniający...

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *