05.03.2018

Spokojne popołudnie

Ruch zamarł, hall galerii opustoszał, a w strefie gastronomicznej tylko ci, którzy nie będą jeść niedzielnego obiadu w domu. W księgarni pustka wypełniona książkami.

Nieśmiało, tak na zasadzie "może nikt, nikt a nikt nie zauważy" wchodzi chłopiec, ma z dziesięć lat. Chudy, dresiki, buciki do dresików odpowiednie, włosy wygolone po bokach, z lewa idealnie ułożony przedziałek. Oczka małe, głęboko osadzone, nieprzyjemne. Zwróciło moją uwagę to, że pomimo zawadiackiego wyglądu małego łobuza był nieśmiały, jakby cały ten zestaw - ubiór, fryzura, twarz - do niego nie pasował.

Przechodził obok ułożonych w sztaple książek, przyglądał się, dotykał palcem niektóre pozycje, sprawdzając fakturę i wytłoczenia na okładkach. To mu wystarczało.

  - Tu, w głębi masz dział dziecięcy - powiedziałem, choć często wzbraniam się przed "wrzucaniem" młodszych czytelników do "tego worka". Zawsze sobie wyobrażam, że mogą się czuć dotknięci tym wskazaniem.
  - Dobrze - odpowiedział i przeszedł do bardziej kolorowego świata. Nawet nie spojrzał na zabawki, które mijał po drodze.

I znów muskał książki dłonią, żadnej nie podnosząc. I patrzył w taki sposób, jakby chciał je wszystkie zapamiętać, zabrać do domu.
Zastanawiałem się, co mógłbym mu zaproponować i wpadłem na pomysł, żeby choć cząstkę miał w domu.

  - Proszę, ten katalog jest dla ciebie - powiedziałem, podchodząc i dając mu do ręki aktualną ofertę księgarni.
  - Moge?
  - Tak, to jest dla ciebie - spokojnie i z uśmiechem odpowiedziałem, bo widziałem w postawie ciała i zmieszaniu na twarzy chęć ucieczki.

Nic nie mówiąc wyszedł szybko z księgarni z katalogiem i podszedł do foteli na hallu, gdzie siedzieli jego rodzice. On łysy, dres, adki, ona tleniona, koczek, róż zmieszany ze złotem. Chwila rozmowy, chłopiec wraca do księgarni, podchodzi do mnie z wyciągniętą ręką trzymającą prospekt.


  - Mama kazała oddać - powiedział.
  - Ale to jest dla ciebie, żebyś sobie pooglądał w domu - mówiąc to czułem, że stąpam po cienkiej linii, że ten chłopak czuje się podle, że jest między młotem a kowadłem. Musiałem reagować, żeby ze zwykłej chęci zrobienia miłego gestu nie przeistoczyło się to w tragedię.
  - Idź z tym katalogiem do mamy i powiedz jej, że pan z księgarni daje ci go w prezencie. Powiedz też, żeby mama spojrzała w moją stronę, a ja przytaknę wtedy na potwierdzenie.
  - Dobrze.

Wyszedł, rozmowa, matka spogląda w moją stronę, ja zaś jak obiecałem, tak zrobiłem, przytaknąłem. Przytaknęła też matka. Transakcja doszła do skutku.

Zwykły katalog, najzwyklejszy w świecie. Pamiętam okres, kiedy byłem w jego wieku i wysyłałem listy do Danii, żeby mi ktoś z firmy Lego przysłał taki tam zwykły katalog. Inni wysyłali listy do Opla, Mercedesa, Renualta, Grundiga, żeby przysłano im reklamówki aut i sprzętu rtv. Kuzyn na targi do Poznania jeździł też w jednym celu, zebrać jak najwięcej prospektów i móc poczuć odrobinę luksusu, odrobinę zachodniego stylu życia.

Tamtego zaś spokojnego popołudnia nie zdawałem sobie sprawy, że zaistniała sytuacja tak bardzo przypominała moją młodość. I może dzięki tym kilkunastu pozornie nic nie wartym kolorowym kartkom z prezentacją książek i promocji, otworzyły się inne możliwości, inne rejony postrzegania rzeczywistości przez tego młodego człowieka.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

Polecany wpis

Tabula rasa, tabula scripta

Na samym początku drogi jesteśmy podobni do każdego bez wyjątku. Zarazem nie jesteśmy podobni do nikogo, bez konkretnych cech rozróżniający...

Formularz kontaktowy

Nazwa

Adres e-mail *

Wiadomość *