23.02.2019

Pape Satan aleppe ... cz. 1

Built-in Orderly Organized Knowledge 

  
Żadnych kabli, żadnych baterii, żadnego obiegu elektrycznego ani przełączników czy guzików; jest kompaktowa i przenośna, można jej używać, nawet siedząc przy kominku. Składa się z serii ponumerowanych kartek (z papieru nadającego się do recyklingu), z których każda zawiera tysiące bitów informacji. Kartki te trzymają się razem w odpowiedniej kolejności dzięki eleganckiemu etui zwanemu oprawą. Każda strona zostaje optycznie zeskanowana, a informacja jest zapisywana w mózgu. Dzięki poleceniu “browse” tylko jednym ruchem palca można przejść ze strony na stronę, zarówno w przód, jak i w tył. Narzędzie nazywane “spisem treści” ułatwia natychmiastowe odnalezienie szukanego tematu na odpowiedniej stronie. Można dokupić do niej dodatek “zakładka”, który umożliwia szybki powrót do miejsca, w którym się skończyło poprzednim razem, nawet jeśli BOOK została zamknięta. 

*** 

[...] Aldo Palazzeschi (w swoim Il controdolore z 1913 roku) proponował, by uczyć dzieci zdrowego podejścia do, a jako zabawki kupować im “garbate, ślepe, kalekie lalki z gangreną i syfilisem, które mechanicznie płaczą, krzyczą, narzekają, dotyka je epilepsja, zaraza, cholera, krwawienia, hemoroidy, rzeżączka i szaleństwo, mdleją, sapią i umierają”. 

*** 

Ostatnio jeden z dziennikarzy, jak wielu przed nim, zapytał mnie, która książka miała największy wpływ na moje życie. Gdyby w ciągu całego mojego życia tylko jedna książka wywarła na mnie bardziej znaczący wpływ niż inne, to musiałbym być idiotą - jak wielu, którzy odpowiadają na podobne pytania. Niektóre książki były dla mnie niezwykle ważne, gdy miałem dwadzieścia lat, zupełnie inne, gdy maiłem lat trzydzieści, a teraz czekam niecierpliwie na książkę, która wywróci do góry nogami moje życie jako stulatka. 

*** 

[...] nie należy być przesadnie dumnym z siebie, niezależnie od tego, co się zrobiło, nawet jeśli uważamy to za słuszne, a zwłaszcza nie należy obnosić się ze swoim samozadowoleniem. Czy to oznacza, że nie powinniśmy próbowac być najlepsi? Oczywiście, że nie. [...] “Sekretem mojego sukcesu (Oliviera Wendella Holmesa juniora) jest to, że w młodości odkryłem, iż nie jestem Bogiem”. Bardzo ważne jest zrozumieć, że nie jest się Bogiem, tak samo jak wątpić we własne czyny i uważać, że minionych lat lat nie przeżyło się wystarczająco dobrze. To najlepszy sposób, by próbować przeżyć jak najlepiej te, które nam jeszcze zostały. 

*** 

W numerze “Internazionale” z początku marca (2008) przeczytałem krótki artykuł na temat sondażu przeprowadzonego w Wielkiej Brytanii, z którego wynika, że jedna czwarta Brytyjczyków uważa, iż Churchill, podobnie zresztą jak Gandhi i Dickens, jest postacią fikcyjną. Wielu ankietowanych (choć nie precyzuje ilu) myśli za to, że Sherlock Holmes, Robin Hood i Eleonor Rigby istnieli naprawdę. [...] wcale mnie nie dziwi, że uznają Holmesa i Robin Hooda za autentyczne postaci. Jeśli chodzi o Holmesa, to przecież w Londynie zbudowano cały przemysł wokół jego postaci, można nawet odwiedzić dom przy Baker Street, w którym rzekomo mieszkał. Natomiast legenda o Robin Hoodzie wzorowana jest na prawdziwej postaci (tylko dlatego jest ona nierealna, że za czasów feudalnych okradało się bogatych i dawało biednym, a wraz z nadejściem ekonomii rynkowej okrada się biednych i daje bogatym). 

[...] 

Sami powiedzcie, skąd młody chłopak oglądający film w telewizji miałby wiedzieć, że Spartakus istniał naprawdę, a Winicjusz z Quo vadis już nie, że hrabina Castiglione jest postacią historyczną, a Elisa z Rivombrosy nie, że Iwan Groźny żył naprawdę, a tak do niego podobny okrutny cesarz Ming nie. W kulturze amerykańskiej takie umniejszanie roli przeszłości w stosunku do teraźniejszości jest na porządku dziennym i zdarza się spotkać profesora filozofii, który wam powie, że nie ma znaczenia to, co mówił Kartezjusz o naszym sposobie myślenia, bo dzisiaj liczy się to, co odkrywa kognitywistyka. W ten sposób jednak nie tylko zapominamy, że jeśli kognitywistyka coś odkrywa, to dzieje się tak dlatego, że pewien dyskurs został rozpoczęty przez siedemnastowiecznych filozofów, ale przede wszystkim odrzucamy możliwość uczenia się na doświadczeniach przeszłości i wyciągania lekcji na przyszłość. 

*** 

Trwa dyskusja nad tym, czy to dobrze czy źle, że dzisiaj każdy może opublikować i rozpowszechnić książkę bez pośrednictwa wydawcy. Argumentem za jest z pewnością fakt, że w przeszłości wiele wspaniałych książek nigdy nie ujrzało światła dziennego z powodu niesprawiedliwości rynku wydawniczego, a wolny obieg książek niewątpliwie jest pewnym tchnieniem wolności. Z drugiej strony jednak wiemy, że wiele książek jest wytworem dość ekscentrycznych postaci, a podobnie się dzieje z niezliczoną liczbą stron internetowych. Jęsli ktoś nie wierzy, wystarczy wejść na nonciclopedia.wiki.com/wiki/Groenlandia i przeczytać fragment: “Grenlandia jest wyspą znajdującą się w takim miejscu kuli ziemskiej, że gdyby istniała naprawdę, jej położenie potwierdzałoby hipotezę, że Ziemia jest kwadratowa. Jest najbardziej zaludnioną pod względem lodu wyspą na Ziemi [...] Ponadto jest ona państwem europejskim, a przynajmniej tak mi się wydaje, nie chce mi się sprawdzać w atlasie, więc będziecie musieli mi uwierzyć na słowo. Znajduje się na półkuli północnej, w Borei Północnej”. Skąd młody chłopak ma wiedzieć, czy autor tego wpisu żartował, czy jest po prostu bardzo specyficzną osobą, czy też może w jakimś stopniu mówił prawdę? Tak samo wygląda sytuacja z książkami. Trudno sobie wyobrazić, żeby wydawca zgodził się na publikację czegoś takiego, nie precyzując na okładce, że jest to zbiór komicznych historyjek. A co, jeśli nie będzie żadnego mediatora, który by nam mówił, czy książkę należy brać na serio czy też nie? 

*** 

[...] uczniowie i studenci przestali już szukać informacji w podręcznikach albo encyklopediach i od razu zwracają się w stronę Internetu. Z tego powodu już od pewnego czasu utrzymuję, że nowym, podstawowym przedmiotem w szkołach powinno być nauczanie metod selekcjonowania informacji. Co prawda w praktyce mogłoby się to okazać trudne, ponieważ w obliczu Internetu nauczyciele często są równie bezbronni jak ich uczniowie. Ponadto wielu nauczycieli narzeka, że pisząc prace lub eseje, kopiują wszystko z Internetu. Można przypuszczać, że jeśli ściągają z niezbyt rzetelnej strony, to nauczyciel powinien od razu się zorientować, że wipisują brednie, jednak w przypadku bardzo specjalistycznych tematów trudno natychmiast dostrzec fałszywe informacje. Załóżmy, że student postanawia napisać pracę dotyczącą bardzo, ale to bardzo marginalnego pisarza, o którym nauczycielowi tylko coś się obiło o uszy, i przypisuje mu jakieś dzieło. Czy nauczyciel byłby w stanie stwierdzić, że ów pisarz wcale nie napisał tej książki? Każdą otrzymaną pracę (a zazwyczaj są ich dziesiątki) musiałby dokładnie sprawdzić, konsultując przeróżne źródła. W innych przypadkach praca studenta może wydawać się zupełnie poprawna (i taka być), ale jest całkowicie skopiowana z Internetu metodą “kopiuj, wklej”. Skłaniam się ku temu, by nie uważać tego fenomenu za aż tak tragiczny, ponieważ umiejętność poprawnego kopiowania jest niełatwą sztuką, a student, który ją opanował, zasługuje na dobrą ocenę. Z drugiej strony, zanim jeszcze pojawił się Internet, studenci tak samo kopiowali, tylko że z książek w bibliotekach (wymagało to większego wkładu pracy manualnej. Poza tym dobry nauczyciel zawsze się zorientuje, jeśli praca jest nieumiejętnie skopiowana i zwęszy podstęp (powtórzę, jeśli jest ona skopiowana umiejętnie, czapki z głów). 

*** 

Czy paradygmatów powinno się zawsze bronić, czy je kwestionować? Przecież kultura (rozumiana jako system wiedzy, opinii, wierzeń, zwyczajów i dziedzictwa historycznego przyjęty przez daną grupę ludzi) jest nie tylko zbiorem danych, ale wynikiem ich doboru. Kultura to także umiejętność odrzucania tego, co nie jest przydatne albo konieczne. Historia cywilizacji i kultury składa się z mnóstwa pogrzebanych danych. To samo dotyczy naszego indywidualnego życia. Bohater opowiadania Pamiętliwy Funes Borgesa pamięta absolutnie wszystko: każdy liść z każdego drzewa, które widział; każde słowo, które usłyszał w życiu; każdy podmuch wiatru, który poczuł; każdy smak, którego skosztował, i każde zdanie, które przeczytał. Mimo to (a właściwie z tego powodu) Funes jest kompletnym idiotą, człowiekiem sparaliżowanym nieumiejętnością selekcjonowania i odrzucania. Nasza nieświadomość funkcjonuje właśnie dlatego, że odrzuca. A jeśli zostanie popełniony jakiś błąd, wystarczy pójść do psychoanalityka, by odzyskać to, co było nam potrzebne, a co przez przypadek wyrzuciliśmy. Cała reszta na szczęście została odrzucona i nasza dusza jest efektem ciągłości owej pamięci selektywnej. Gdybyśmy mieli duszę Funesa, bylibyśmy ludźmi pozbawionymi duszy. Podobnie funkcjonuje kultura, a suma jej wszystkich paradygmatów tworzy wspólną encyklopedię, składającą się nie tylko z tego, co zostało zachowane, ale też z pewego rodzaju tabu dotyczącego tematów, które zostały usunięte.

c.d.n.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Polecany wpis

Tabula rasa, tabula scripta

Na samym początku drogi jesteśmy podobni do każdego bez wyjątku. Zarazem nie jesteśmy podobni do nikogo, bez konkretnych cech rozróżniający...

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *