09.02.2019

Postanowienia

Ludzie lubią postanowienia, wręcz lubują się w nich. Każda sylwestrowa noc zawiera w sobie nieprawdopodobną ilość zapewnień i obietnic. „Nie będę palić, zrzucę pięć kilogramów, nauczę się języka hiszpańskiego” - zewsząd deklaracje, które poprzez samą moc wypowiedzenia stają się drogowskazem na przyszły rok. Deklarując zaś w zaślepieniu fajerwerkami i otumanieniu przez alkohol, ludzie nie zdają sobie jednak sprawy z tego, że każde postanowienie działa według starej zasady „kija, który ma dwa końce”. 


Mamy mocne postanowienie, przez kilka dni, tygodni się staramy, po czym następuje moment nieuwagi i powoli zaczynamy wpadać w sidła robienia wyjątków i prokrastynacji, początkowo delikatnie, ot potknięcie, później z całym impetem lądujemy w miejscu, w którym byliśmy przed 31 grudnia. Załóżmy, że tak koło marca dochodzimy do wniosku, że to wszystko bez sensu, cały czas nawalamy, mamy totalną depresję, że jesteśmy nieuczciwi wobec siebie, często też wobec innych, bo żonie obiecaliśmy, bo dzieciom. I zamiast radości z osiągania sukcesu w harcie ducha i wytrwałości przepotężnej stajemy się zdegustowanymi krytykami wszelakich postanowień. Wyśmiewamy wszystkich, którzy zaczęli z początkiem wiosny biegać, jeździć na rowerze do pracy – te postanowienia na pewno się nie udadzą, najpóźniej w listopadzie przestaną biegać, pedałować, HAHAHA!!!. Kwaśna mina non stop aż do… sylwestra roku następnego, gdzie widzimy i słyszymy, że wszyscy postanawiają i zapewniają, no i znowu dajemy się ponieść atmosferze, no i znowu to samo od nowa. Tak samo jest i w tym przypadku, czyli u piszącego te słowa. Od zapewnień do zaprzestania kontaktu z potencjalnym i tym realnym czytelnikiem. Sinusoida, od manii do depresji, od dobrego nastroju do kaca moralnego… stop… no może nie aż tak strasznie to wygląda, ale w sumie coś w tym jest. W zeszłym roku otworzyliśmy z moimi koleżankami i kolegami z pracy nową księgarnię, miałem napisać tekst tego dotyczący – nie wyszło. Może nie olbrzymia ilość, ale przeczytanych zostało kilka wartościowych książek, które chciałem zrecenzować, aby inni mieli wskazówkę na czytelniczych ścieżkach – nie wyszło. Zbiór opowiadań gdzieś wysłać, coś pogmerać w temacie – nie wyszło. Być aktywnym w mediach społecznościowych – udało się chwilowo, czyli… nie wyszło. Oczywiście wyszła cała masa innych rzeczy, działań, ale podstawowa zasada, że coś sobie postanowimy i wytrwamy w tymże postanowieniu nie wyszła. Czyli po prostu to nie działa! 

Co więc działa? Jakie aktywności nie naruszają naszej świętej zasady dobrego samopoczucia i spełnienia w jakikolwiek sposób? Daleko nie szukam. No i sam temat wydaje się wielu z nas bliski. Chodzi o palenie papierosów.

Przyglądałem się postępom w tym zakresie wśród wielu osób. W prawie setce procent przypadków dochodziło do złamania przyrzeczenia, porażka zaś doprowadzała do maksymalnego wzrostu poczucia winy i spirala nakręca się samoistnie. Jestem cienki, nie spełniłem oczekiwań, olać to, skoro cienki i nie spełniam oczekiwań to przynajmniej sobie zapalę jednego za drugim, a co tam! To tyczyło i mnie, zwykłego palacza, i Katarzynę Nosowską, palacza mniej zwykłego, a może wcale nie mniej zwykłego niż ja. Nikt spośród rzucających palenie nie zastanowił się jednak nad tym, że przecież sprawia to całe palenie frajdę dla psychiki, poranna kawa zaś z papierosem w dłoni jest po prostu czymś wspaniałym. Po długich momentach wahania, dodajmy - bez papierosa - pomyślałem tak: a gdyby nie obiecywać sobie, że rzucę palenie, tylko zacząć myśleć w takich kategoriach, że nie zawsze i wszędzie jest dobry klimat na zapalenie papierosa. Bo przecież nie w każdym miejscu doznajemy rozkoszy cielesnych, nie zrobimy tego czekając na autobus albo tramwaj. Pewnie są i tacy, ale to pewnie ułamek pragnących tejże rozkoszy. Tak więc nie palić czekając na autobus, który przyjedzie za dwie minuty i trzeba będzie wyrzucić pół papierosa. Wiecie, to tak jak z seksem… Czyli odpowiedni czas i miejsce. To jedno. Drugie zaś to sprawa stresu, bo wiadomo, że coś uzależniającego najbardziej smakuje wtedy, gdy trzeba wyprostować sprawę gorszych momentów. 

Tak więc, ni mniej, ni więcej, postanowiłem palić papierosy tylko w tych momentach, które są spokojnymi chwilami wytchnienia. Nie wtedy, gdy szef nawtykał, nie wtedy, gdy autobus uciekł, a sprawy przesuwają się jak koło przeznaczenia. Uznałem, że stres i złe samopoczucie psychiczne odbija się zgodnie z zasadą psychosomatyki na moje zdrowie. Stres plus papieros równa się większe prawdopodobieństwo raka czegokolwiek. Zapalam wtedy, i tylko wtedy, kiedy warunki na to pozwalają i już tak bardzo się nie boję, że będę mieć raka krtani, bo chciałbym w momencie palenia nawtykać plugastw słownych przełożonemu. Siłą rzeczy doprowadza to do straszliwych ograniczeń, wręcz niewyobrażalnych dla zwykłego palacza. Powiem jednak, że warto docenić chwile spokoju w tym zwariowanym świecie. Trzeba twardo znieść nerwowe chwile dnia, ale wynagrodzeniem będzie papieros na niewiarygodnym luzie, kiedy dzień dobiegnie końca i uznamy, że wart był przeżycia. 

Jeśli kogoś interesuje ile dzięki tej metodzie palę papierosów dziennie - pięć? - sześć? Zamiast trzydziestu? Chyba warto? Dzięki tej metodzie może nie rzucicie palenia, ale na pewno nie zajrzycie do książek Allana Carra, który naprawdę źle wygląda na zdjęciach, te sztuczne amerykańskie zęby z Hollywood, rozumiecie. No i na pewno uchwycicie lepsze momenty w Waszym życiu. Powoli tracimy wątek przewodni, więc powracamy. Podejrzewam, że już wielu z tych, którzy tu dobrnęli, wie o co chodzi. Po prostu chyba nie warto się spinać w sobie i dołować, że coś nie wychodzi. 

Najlepiej nie tworzyć sobie jakichś wirtualnych ograniczeń i zakazów tylko pójść taką ścieżką, na jaką nas stać. Nie jesteś w mocy, żeby zrobić wszystko za jednym razem, nie sil się na tytana, przepuchliny dostaniesz, zarówno w fizycznym jak i psychicznym wymiarze. Likwidując swoje przyzwyczajenia i przyjemności doprowadzisz tylko do eskalacji niezadowolenia z siebie, doprowadzisz do zobrzydzenia świata wokół Ciebie. Nie obiecuj, zamiast tego przyjrzyj się problemowi i ogranicz trochę konsumpcję, nizależnie czy to będzie papieros, piwo, praca, seks czy cokolwiek innego.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

Polecany wpis

Tabula rasa, tabula scripta

Na samym początku drogi jesteśmy podobni do każdego bez wyjątku. Zarazem nie jesteśmy podobni do nikogo, bez konkretnych cech rozróżniający...

Formularz kontaktowy

Nazwa

Adres e-mail *

Wiadomość *